czwartek, 13 października 2016

TESTOWANIE - Kosmetyki MomMe (oliwka dla dzieci)

Nadszedł czas na kolejny wpis dotyczący recenzji kosmetyku z firmy MomMe.

Dzidziuś jest już na świecie, także rozpoczynamy codzienną pielęgnację a konkretnie kąpiele. A jak wiadomo po kąpieli należy nasmarować dziecko oliwką. I właśnie dzięki sponsorom ja używam oliwki z firmy MomMe.




Bardzo poręczne opakowanie (tuba), dzięki któremu łatwo oliwkę nałożyć na rękę i przy tym nie ubrudzić tubki. Oliwka nie jest płynna a raczej jakby to była pasta. Dla mnie jest to również bardzo wygodne, ponieważ nie przelatuje ona pomiędzy palcami, dzięki czemu maleje ryzyko potłuszczenia wszystkiego dookoła. Zapach jest przyjemny, lekko cytrusowy, niezbyt mocny. I chyba to dla mnie jedyny minus, zapach mógłby być ciut bardziej intensywny dla mnie (choć dla dziecka z pewnością dobrze, że jest delikatny). Nie brudzi ubrania.



Opakowanie ma 100ml i mam wrażenie, że jest wydajne. Używamy od 2 tygodni, zobaczymy na jak długo wystarczy finalnie. Do tej pory nic się nie dzieje, nasz dzidziuś nie ma reakcji alergicznych i nie sądzę by jakiekolwiek dziecko je miało mieć, gdyż skład jest naturalny i bio (o tym poczytacie tutaj).

Według mnie oliwka nadaje się zarówno do codziennej pielęgnacji jak i do masażu.
Jestem zadowolona, że mogę jej używać i z pewnością chętnie sięgnęłabym po nią w sklepie. Cena jest dość wysoka ale dla składu, konsystencji i wygody uważam, że warto.


Rola osoby towarzyszącej podczas porodu.

Jak wspominałam w poprzednim wpisie, poród był dla mnie bardzo trudny, wyczerpujący i przede wszystkim długi. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że nie byłam wtedy sama. Oczywiście wiadomo, że czuwała nade mną położona, która okazała się wspaniałą osobą. Swoją drogą, położona to niesamowicie ważna osoba i cudownie jeśli trafi się na taką życiową kobietę, która faktycznie lubi swoją pracę. Ale nie o personelu medycznym ten wpis.

W tych chwilach towarzyszył mi chłopak oraz doula (już o niej wspominałam tutaj). I szczerze mogę stwierdzić, że ich obecność była dla mnie bardzo ważna. Z perspektywy czasu, nie wyobrażam sobie być podczas tych godzin sama. 

To była pomoc fizyczna, czyli podawanie wody, pomoc podczas chodzenia, siadania, wstawania. Również wspólny "taniec". Tak! Prawie cały poród kręciłam mocno biodrami, bo wtedy mogłam znieść ból oraz starałam się pomóc córeczce. Wtedy mogłam się wspierać na ramionach chłopaka a w tym czasie doula pilnowała mojego oddechu.

Ale było to też ogromne wsparcie psychiczne. Dodawanie otuchy, wysłuchanie jak boli a nawet troska w oczach drugiej osoby, działała na mnie motywująco. Gdybym była sama, nie wiem czy wytrzymałabym tyle godzin.




Nie każdy lubi dzielić przeżycia z innymi ale ja osobiście uważam, że rola osoby towarzyszącej podczas porodu jest równie ważna jak rola personelu medycznego.
Bardzo dziękuję za to, że byliście ze mną...! <3



A jak to było z Wami? Rodziłyście same czy z osobą towarzyszącą?

3, 2, 1, jest!

Trochę mnie tutaj nie było, ale mam dobry argument! A jest nim moja córeczka! Ale od początku...

Jak tytuł wskazuje nastąpiło odliczanie i puf! dziecko się pojawiło. Yyy...niestety nie było tak łatwo. Poród miałam bardzo ciężki. Zaczęło się od podania oksytocyny, później spuszczenie wód płodowych i 16 godzinna walka o naturalny poród. Niestety nie udało się, moje dzieciątko nie mogło wejść w kanał rodny i wyczerpana trafiłam na blok operacyjny. Następnie cesarskie cięcie. Ale najważniejsze, że malutka jest z nami. Ponieważ nie było łatwo to chyba bardziej doceniam ten mały cud (co nie znaczy, że kobiety rodzące "w 5 minut" nie doceniają).
Teraz już w domu uczymy się siebie nawzajem.



TESTOWANIE - Kosmetyki MomMe (olejek przeciw rozstępom)

Tym razem rozpoczynam cykl (mam nadzieję) wpisów dotyczących recenzji.
Dzięki sponsorom firmy MomMe mam możliwość wypróbować kilka kosmetyków z ich oferty. Mogąc wybrać zdecydowałam się na krem oraz olejek przeciw rozstępom oraz na oliwkę dla dziecka. Dzisiaj odwiedził mnie kurier i otrzymałam paczuszkę! W takim razie czas start!



Ponieważ w ciąży dłuugo miałam piękny i gładki brzuch, byłam spokojna i szczęśliwa, że problem rozstępów mnie nie dotyczy. Niestety do czasu...a dokładnie do około 7,5 miesiąca. Wtedy przeglądając się w lustrze wstrzymałam oddech. O nie! Są, pojawiły się! I nadeszła panika i wyrzuty sumienia, że nie stosowałam kosmetyków przez całą ciążę. Zatem trzeba zakasać rękawy i zacząć się smarować, bo przecież jeszcze póki są czerwone, jest światełko w tunelu. Używałam kosmetyku, który znałam. Aż w idealnym momencie dostałam informację, że mogę wypróbować kosmetyki MomMe. Akurat mój balsam się kończył, więc z przyjemnością zamówiłam kurację tej firmy.
 


Zaczynam od olejku przeciw rozstępom. Bardzo ładne opakowanie. Otworzyłam i pierwszą rzeczą, którą zrobiłam to powąchałam zawartość (zapach ma dla mnie duże znaczenie). Z ulgą uznałam, że zapach mi nie przeszkadza a wręcz jest przyjemny, cytrusowy. W moim guście zdecydowanie. A dodatkowo podoba się mojemu partnerowi. Konsystencja jak to olejek, ale taki nie bardzo lejący, że przelatuje przez palce. Na opakowaniu napisane jest, aby smarować się 2 razy dziennie. Postaram się tak robić, ale raz dziennie będę to robić z pewnością :)
Brzuch posmarowany (bo to tutaj są te okropne krechy), błyszczy się i ładnie pachnie - to plus. Jeśli chodzi o minusy to na razie jedynie to, że trzeba odczekać aż się wchłonie, zanim założy się ubranie. Ale to akurat nic nadzwyczajnego, to norma przy olejkach. Na opakowaniu jest zasugerowane, żeby masować tak długo, aż się wchłonie ale mam wrażenie, iż dość długo by to musiało trwać. Plusem jest też, że nie odczekałam do całkowitego wchłonięcia i zakładając bluzkę nie ubrudziłam jej ani nie potłuściłam.







O składzie poczytajcie tutaj : http://mommecosmetics.com/sklep/
mnie urzeka, że jest bio i ma duuużo składników dobrych ale zobaczymy czy przełoży się to na efekty. O nich napiszę po zużyciu całego opakowania.

Sesja zdjęciowa.

Ciąża to wspaniały czas w moim życiu. Nie mam zbyt wielu dolegliwości towarzyszących często w tym okresie kobietom. Czuję się dobrze i bardzo mnie to cieszy. Dzięki temu, mogę się w pełni cieszyć tymi miesiącami.






Ponieważ będzie to nasz pierwszy cud, chciałam mieć jak najwięcej pamiątek, dlatego od dawna myślałam o tak zwanej brzuszkowej sesji zdjęciowej. Długo zastanawiałam się czy zdecydować się na to, bo oczywiście miliony myśli na minutę skutecznie opóźniały mi podjęcie decyzji. Rozważałam czy będę dobrze wyglądać, czy ładnie wyjdą zdjęcia. Ale to było zupełnie niepotrzebne. Wspólnie z chłopakiem w pewną niedzielę pozowaliśmy. I wiecie co? Było super! Bardzo dobrze się bawiłam podczas cykania fotek, sprawiało mi to przyjemność a w dodatku spędziłam dużo czasu z chłopakiem. Efekty również utwierdziły mnie w przekonaniu, ze dobrze zrobiliśmy. Zdjęcia są piękne i mamy dzięki temu wspaniałą pamiątkę. 


Teraz myślę, że jak maleństwo przyjdzie na świat to zrobimy sesję już w trójkę :)

Ośmiorniczki dla wcześniaków.

Z racji mojego błogosławionego stanu zaczęłam bardziej zauważać akcje dotyczące dzieci. Natknęłam się niedawno na akcje "Ośmiorniczki dla wcześniaczków". Być może część z Was ją zna, ale kto nie zna to z przyjemnością przedstawiam o co chodzi - a może zechcecie się zaangażować. Chodzi o przekazywanie włóczki na takowe zabawki lub dzierganie ich samemu i przekazywanie do szpitali. Jak wiadomo, wcześniaki leżą w inkubatorach i często bawią się wszelkimi kabelkami tak jak bawiły się pępowiną w brzuszku mamy. Ośmiorniczki mają powodować, że zamiast za kabelki, maluchy będą łapać za ich macki, przytulać je i poczują się choć trochę bezpieczniejsze. Akcja mnie ujęła i nie ukrywam, że się w nią zaangażowałam. Wysłałam kilka włóczek pewnej kochanej dziewczynie, która dzierga te przytulanki. Zachęcam Was do udziału w tej akcji, włóczka kosztuje ok 6 zł a są z niej aż 3 ośmiorniczki!




Kto wie, może sama nauczę się dziergać :)
Tutaj podaję Wam pomocne linki do akcji :
https://m.facebook.com/osmiorniczkidlawczesniakow/

Doula - czyli wielka pomoc?

Ciąża, przygotowania, radość, obawa, tak wiele emocji towarzyszy w tym czasie. Żeby się jakoś przygotować zaczęłam chodzić na różne warsztaty związane z tematem ciąży, porodu, pielęgnacji dziecka itd. Bardzo się z tego cieszę i polecam każdemu, ponieważ dostarczyły mi one ogromnej wiedzy. Oczywiście teoretycznej. Ale mając teorię człowiek jest spokojniejszy o praktykę.
Bywając na warsztatach spotkałam się z pojęciem doula i poznałam taką osobę. Kto to jest? Dla mnie w dużym skrócie jest to taka przyjaciółka od porodu. To osoba, która pomaga przed porodem, podpowiada co z czym, towarzyszy podczas porodu i pomaga w naturalnym łagodzeniu bólu, razem z nami oddycha a i po porodzie pokazuje jak zadbać o maluszka i jak ważna jest też rola taty.


 



Może ktoś powie, że to fanaberia, że po co taka osoba. Przecież kobiety zawsze rodziły i sobie radziły, albo, że są szkoły rodzenia. Oczywiście, przecież nie rodzę sama w ciemnym pokoju i otrzymam pomoc ale jeśli podczas tych niesamowitych chwil moge skorzystać z pomocy kogoś zaufanego, kto poprowadzi mnie i doda otuchy i co ważne da poczucie bezpieczeństwa to dlaczego mam z tego zrezygnować? Uważam, że każda z nas zasługuje na taką doulę, bo jest to nieoceniona pomoc. 


 

Osobiście jestem bardzo szczęśliwa, że mam taką przyjaciółkę i dzięki temu jestem o wiele spokojniejsza.
Zasługujemy na to, co najlepsze podczas cudu, jaki wydajemy na świat! :)